Wiara czyni cuda.
3 maj 2008
Nie potrafię wyobrazić sobie Boga, który nagradza i karze istoty przez siebie stworzone, lub Boga obdarzonego wolną wolą na podobieństwo nas samych. Nie mogę również ani też nie chcę sobie wyobrazić, że człowiek trwa dalej po fizycznej śmierci; nadzieje tą pozostawiam ludziom słabego ducha, którzy żywią ją ze strachu lub niedorzecznego egoizmu.
Długo szukałem właśnie tej wypowiedzi Albert Einstein’a. Ona tak celnie trafiła wprost w moje gusta i światopogląd. W ogóle to polecam zapoznanie się z innymi jego myślami. Esencją tego cytatu, tych słów Alberta, jest ostanie zdanie - na nim chciałbym się skupić.
Kiedyś “w imię Boga” przelała się rzeka krwi. Dużo ludzi twierdzi, że miało to na celu ustawienie powszechnego standardu chrześcijaństwa aby globalnie, w imię wiary, rządzić światem. Ta potężna sugestia, że istnieje człowiek który nasze czyny kiedyś rozliczy, niszczy nas samych. Rzymianie byli genialni! Bo ta metoda działa już prawie dwa tysiące lat. Ciągle kościół gra swoją rolę w polityce.
Władza to jeden z motywów. To wszystko ma na celu schowania egoizmu pod inną nazwą. A strach? Właśnie te słabe dusze to my. Ludzie którzy nie wierzą w siebie. Nie wierzymy w przeszłość, teraźniejszość i przyszłość oddając ją w ręce Boga.
Pisałem już, że każdy z Nas jest Bogiem. Kiedyś przeczytałem, że przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są bardzo ze sobą związane. Wszystko jest skutkiem wszystkiego. Nasze życie jest tak względne i tak delikatne, że jeden bodziec, czy to zewnętrzny czy wewnętrzny, zmienia nasze życie choćby w drobnym stopniu. Mamy ogromny wpływ na nasze życie! Mało kto jest tego świadomy…
Problem pojawia się w tym, że każdy jest innym człowiekiem i obiera sobie inne cele. Gdyby wszyscy ludzie byli zgodni i jednej myśli to pewnie świat dziś wyglądał by zupełnie inaczej. W pościgu za prostymi celami - typu edukacja, pieniądze i miłość - tracimy z życia bardzo dużo. Ale nie potępiam tego! Wręcz odwrotnie. Emocje, które towarzyszą nam każdego dnia, sprawiają, że jesteśmy tak różnymi ludźmi.
Nerwowy jestem, więc przejmowałem się kiedyś każdą pierdołą bardziej niż przeciętni ludzie w moim wieku. Ale cieszę się bo dziś mogę pisać o tym z pełną świadomością samego siebie. Mimo tego, że sam nie mam wiary w swoje możliwości to staram się coś zmieniać w sobie a nie tylko dookoła siebie. Jak każdy człowiek potrzebuję zrozumienia.
Wiem, że jestem bardzo ciężkim człowiekiem, podobno bardzo tajemniczym, nieprzewidywalnym i takie tam. I to sprawia, że ludzie patrzą na mnie czasem z dystansem i boją się mnie. To mnie boli.
I wiecie co? Żebym mógł wierzyć w siebie to ktoś musi uwierzyć najpierw we mnie!
3 maj 2008 at 3:10 pm
Wiesz, że wierze.
3 maj 2008 at 10:44 pm
Ty też musisz uwierzyć w innych.Bo oni w Ciebie wierzą.Niektórzy zapewne tak.Ale nie wszyscy…