Idealny dzień.
4 maj 2008
Wstęp
Krótkie opowiadanie, które zmieści się w 3 postach. Praktycznie rzecz biorąc jest to czyste “lanie wody” gdyby nie to, że to moje marzenia, przyszłość i życie. Technicznie nie powala, ale jest ok według mojej samooceny. Jeżeli lubisz się katować czytając moje wypociny to zapraszam.
Jak wyglądało by moje życie idealne? Co chciałbym robić i czemu tak? Oraz co bym myślał w takich sytuacjach? Odpowiedz poniżej.
Część 1
Idealny dzień.
Leniwie otwieram powieki. To nie tak, że słońce mnie obudziło - po prostu się wyspałem. Czuję, że mam ochotę wstać i nie mam ochoty dalej leżeć. Wstaję na nogi i po omacku stopami szukam klapków jednocześnie przecierając oczy. Jeszcze ziewając staję przed oknem i cieszę się widokiem. Whister nie zależnie od pory roku wygląda bajkowo. Ta kanadyjska miejscowość jest idealna dla mnie. Góry, jezioro i cisza - kocham to. Stoję jeszcze tak chwilę nie myśląc o niczym.
Poczułem, że muszę się czegoś napić więc w skutek czego udałem się na dół mojego małego drewnianego domku. Kiedy dotarłem do kuchni leniwym krokiem natychmiast namierzyłem lodówkę. Otwieram, a w środku puszka Coli. Więc bez zastanowienia chwyciłem ją w dłoń i zamknąłem lodówkę. I stoję tak w tych klapkach w kuchni i rozglądam się po niej. Pomyślałem, że śniadanie zjem później bo wczoraj wieczorem najadłem się jak świnia. W końcu kieruje się do saloniku i siadam na kanapie. Otwieram puszkę, biorę jeden duży łyk po czym kładę puszkę na stoliku. “Rozwaliłem się na tej kanapie jak król” - pomyślałem. Na stoliku dostrzegam paczkę papierosów i bez zawahania wyciągam jednego i odpalam. I siedzę tak nie myśląc o niczym paląc papierosa i popijając colą.
Po wypaleniu przypominam sobie o zaległej poczcie którą zostawiłem w szufladzie. Postanawiam ją przejrzeć. Na szczęście to tylko trzy koperty. Pierwsza z banku. Spoglądam na sam dół i pod kreską zauważam cyfrę, która mnie interesowała. Z uśmiechem stwierdzam, że dalej mnie stać na to, żeby nic nie robić. Druga koperta to zaproszenie na jakiś bankiet. Nie znam gościa ale pójdę. Może uda się poznać jakąś miłą damę. Ostatnia koperta to raporty z firmy. Uznałem, że dziś nie będę sobie zawracał nimi głowy. Jak widać moja firma sprawuje się świetnie mimo mojej kilkutygodniowej nieobecności. Odkładam koperty po czym postanawiam iść do sklepu po świeże pieczywo.
Lubie te długie spacery do sklepu. Po drodze tylko las, cisza i moje myśli. Kiedy układałem w głowie plan dzisiejszego dnia zadzwonił mój telefon.
- Cześć Mateusz! Mam nadzieję, że nie budzę…
- Cześć. Nie, nie budzisz. Jestem właśnie w drodze do sklepu.
- Aha, no ja dzwonie w sprawie dzisiejszego wieczoru…
- Na śmierć o nim zapomniałem! Ale to nie szkodzi. Nie mam planów na dziś.
- To się cieszę. To o 19:00 jestem u Ciebie.
- Będę czekać! Do zobaczenia.
To moja sąsiadka. Mieszka kilka kilometrów ode mnie ale w takich odległościach tutaj się mieszka. Jesteśmy przyjaciółmi i rozumiemy się doskonale. Często nawet romansujemy ale oboje wiemy, że raczej żyć razem ze sobą nie chcemy. Jesteśmy podobni do siebie - to dobrze i zarazem źle. Bo uczucia mogły by zabić naszą przyjaźń. Poza tym, ona jest po przejściach i obecnie nie szuka faceta na stałe. Ona wpadnie dopiero pod wieczór a ja już wiem, że będzie ciekawie. Przypominam sobie, że w telewizji dziś będzie ciekawy film. Uznałem, że dzień mam zaplanowany. Kiedy już wyszedłem z torbami ze sklepu, zamyślony tym wszystkim, od razu jakoś mi się humor nastawił lepszy i chciałem już być w domku. Kilka butelek piwa, dobre wino na wieczór, pieczywo, gazeta i jakieś batoniki. Genialnie.
Przy piwie i filmie popołudnie przeleciało w moment. Tak szybko, że w pośpiechu jeszcze starałem się ogarnąć siebie oraz dom. Mimo wszystko, zdążyłem idealnie z wszystkim. Kieliszki z kryształu oraz dobrej jakości pół wytrawne wino czekają już na nas. Do tego skromna kolacja mojego autorstwa. Ona docenia takie gesty bo wie, że słaby ze mnie kucharz. Stołowi uroku dodaje ciemny obrus oraz świece. Patrząc na to, pomyślałem, że faceci nie są romantykami - po prostu chcą imponować kobietą w taki sposób. Uświadomiłem sobie, że kocham swoje życie i dokładnie w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Kiedy otworzyłem to w głowie powtórzyłem swoją ostatnią myśl.
4 maj 2008 at 1:43 pm
haha ja kocham się katować czytając Twoje wypociny xD no no opowiadanie zaczyna sie nieźle :p czekam na dalsze części.
4 maj 2008 at 7:33 pm
Ja również czekam na dalszą część. Zapowiada się ciekawie:) Hehe aż się przez chwilę rozmarzyłam :):D
4 maj 2008 at 10:50 pm
Sztuką jest czerpać szczęście z ’samego siebie’ , bez potrzeby bezsensownej pogoni za uznaniem innych.
Hedonisto tyy, obecność coli, piwa, fajek i kobietki do przewidzenia ;)